Dynaudio Confidence 60

Prawdopodobnie zauważyliście, iż w opis tytułowych kolumn Dynaudio Confidence 60 włożyłem sporo emocji. To zaś powala sądzić, że podobnie do dawnych flagowców, również obecne w pozytywnym tego słowa znaczeniu, mentalnie bardzo mną potrząsnęły. To było bezapelacyjne przeżywanie każdego włożonego do napędu krążka, a nie testowanie kolejnych drogich kolumn. Co okazało się być tego przyczyną? Nie będę powtarzał całości, tylko wspomnę pokrótce ich najważniejsze zalety, do których bezspornie należy zaliczyć: równy przebieg pasma akustycznego, wzorową prezentację szybkości narastania impulsu, swobodę w oddaniu w pełni kontrolowanych najniższych rejestrów, idealnie zbilansowaną barwowo średnicę i nienachalne, a mimo to oferujące świetny wgląd w wydarzenia muzyczne wysokie tony. Czy to jest oferta dla każdego? W teorii tak. W praktyce jednak decyzja zakupu zależeć będzie od naszych przyzwyczajeń. Niestety opisywane Dunki grają tak jak wyglądają, czyli dostojnie, bez siłowego przykuwania naszej uwagi. W ich przypadku zostajemy zaproszeni na spektakl muzyczny, a nie zagonieni do jego bezwarunkowego odbębnienia od deski do deski, co wielu stawiającym na zjawiskowość przekazu ponad wszytko, ze zmęczeniem po godzinie słuchania włącznie, może nie przypaść do gustu. Jednak zaznaczam, to są tylko pewnego rodzaju dywagacje, bowiem bez najmniejszych problemów wyobrażam sobie sytuację pełnej akceptacji dzisiejszych panien nawet przez najbardziej zatwardziałego poszukiwacza wrażeń graniczących z wycieńczeniem. Przecież nikt nie powiedział, że obiektem pożądania może być tylko ostra jazda bez trzymanki. To, czego oczekujemy, zależy od naszego wyedukowania w temacie przyswajania muzyki. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć tylko jedno, tytułowe paczki idealnie wpisują się w moje spojrzenie na świat zapisanego na pięciolinii, pełnego pozytywnych emocji dźwięku.

Jacek Pazio, Soundrebels

Czyli co, rewolucja? Poniekąd tak, choć może nie do końca, gdyż nadal mamy do czynienia z niezaprzeczalną elegancją i wyrafinowaniem, które śmiało można określić mianem gabinetowo-prezesowskich. Wypada jednak mieć na uwadze, iż pod szytym na miarę garniturem Bottega Veneta, kuloodpornym Garrison Bespoke, czy Brioni z wełny wigonia (dla zainteresowanych to przeuroczy a zarazem najmniejszy przedstawiciel rodziny wielbłądowatych), drzemie nie tłusty kocur, lecz wytrwały triathlonista, bądź twardy gość mający za sobą lata służby w jednostkach specjalnych. Zasadnym wydaje się zatem pytanie, czy Confidence 60 w pełni zasłużyły na tytuł flagowego modelu w portfolio Dynaudio. Dyplomatycznie odpowiem, że na chwilę obecną w 100% tak, jednak pozwolę sobie na pewną, zupełnie niezobowiązująca i niepopartą żadnymi faktami aluzję, że to nie jest ostatnie słowo ekipy ze Skanderborga i coś czuję w kościach … nadchodzące na duńskim tronie zmiany. Jednak kiedy by miały one nastąpić nie mam nawet najbledszego pojęcia, dlatego też mając możliwości tak lokalowe, jak i finansowe zbudowania systemu opartego na tytułowych 60-kach nie zastanawiałbym się ani chwili. Tym bardziej, że Dynki podczas testów świetnie dogadywały się (i nadal dogadują) z niezwykle szerokim spektrum wzmocnień poczynając od naszego dyżurnego Gryphona Mephisto, poprzez Luxmany C-900u & M-900u, na monoblokach Accuphase A-250 i parze Soulution 511 skończywszy. Jeśli zatem rozglądacie się Państwo za kolumnową referencją a jednocześnie nie jesteście do końca pewni z czym przyjdzie jej w finale zagrać, to śmiem twierdzić, że i tak i tak warto 60-ek posłuchać, gdyż są po prostu świetne.

Marcin Olszewski, Soundrebels

Przejdź do strony z całością recenzji