Chario Cygnus

Zapraszamy do zapoznania się z obszerną recenzją kolumn podłogowych Chario Constellation Cygnus MKII w magazynie Audio. Cały test w pliku PDF mogą Państwo pobrać TUTAJ lub z linku na dole strony.

Prawdziwe łabędzie w większości są nieme, a wbrew powiedzeniu, przed śmiercią nie śpiewają, ale krzyczą. To smutne. Na szczęście Cygnusy zachowują się zupełnie inaczej.

Nie ujmując klasycznej szlachetności lub pomysłowości innym producentom, Chario przygotowało „rzecz” najbardziej smakowitą, jak pozwalam sobie przypuszczać, w ocenie większości zainteresowanych. Szczegółów perfekcyjnego wykonania nie będę tutaj powtarzać. Takimi pięknymi przedmiotami chcemy się otaczać, chcemy je posiadać, a nawet… z nich korzystać, chociaż można się zastanawiać, czy ich zasadniczą funkcją nie staje się właśnie ozdabianie naszego otoczenia. Co jednak spotka właściciela, który je włączy? Ciąg dalszy wrażeń efektownych i niekłopotliwych. Najpierw ucieszy nas łatwość odbioru, a jednocześnie jego niepospolitość i wyrafinowanie. Konsekwentnie i nawet szybko rosło przekonanie, że to oryginalna, staranna kompozycja, która potrafi wyróżnić się w tłumie, błysnąć i zachęcić, a potem na długo przy sobie zatrzymać i niczym nie urazić – chyba tylko purystów tym, że nie gra idealnie liniowo. Jeżeli jednak nie będziemy przykładać takiej technicznej miary, „szkiełka i oka” do poszczególnych zakresów, porównywać do wzorców, w zasadzie szukać dziury w całym, to proporcje są tak dobrane, że całość brzmi naturalnie, chociaż na swój sposób. To jeden z tych fenomenów, gdy słyszymy coś nowego, specyficznego, niepasującego do wcześniejszych schematów, a zarazem przyjmujemy to za dobrą monetę. Teoretycznie sprzęt powinien odtwarzać, a nie interpretować, w praktyce zawsze coś zmienia, więc skupmy się na tym, czy robi to przyjemnie, czy nie. A może skupmy się już na konkretach.

Zacznijmy od uwagi, że Cygnusy mają niższą efektywność od większości konkurentów, również od Fun 13 MKII i może to wywołać pozory dźwięku słabszego, ale też łagodniejszego.

Cygnusy nie grają hałaśliwie. Oczywiście w tym stwierdzeniu nie chodzi mi o poziom głośności, lecz o charakter – uporządkowany, klarowny, w którym detale są rysowane wyraźnie, na ciemnym tle, nie robią wielkiego zamieszania, nie są lawiną czy smugą wysokich tonów, ich rozbłyski efektownie kontrastują i są w dobrej równowadze z nie mniej aktywnymi niskimi tonami. Tutaj pojawi się pewna niekonsekwencja, bowiem o ile ogólnie dźwięk Cygnusów jest poukładany i elegancki, łagodny i subtelny, o tyle sam bas trochę się wychyla zarówno z regularnymi, czystymi dźwiękami, jak i podbarwieniami. Nie są one większe niż u konkurentów, lecz sam wysoki poziom niskich częstotliwości wymaga ustawienia kolumny w odległości ok. 1 m od tylnej ściany. Wtedy właśnie wszystkie składniki tego brzmienia, niektóre dość oryginalne, łapią najlepsze proporcje i tworzą harmonijną, stylową kompozycję, świetnie pasującą do ich wyglądu.

WYKONANIE
Zniewalające. Grube, lite, pięknie obrobione drewno na bocznych ściankach. Dużo oryginalnych rozwiązań akustycznych. Układ trójdrożny, 15-cm głośnik niskotonowy na dolnej ściance, 15-cm średniotonowy, ekstremalnie duża 38-mm kopułka wysokotonowa (potrzebna dla bardzo niskiej częstotliwości podziału).

POMIARY
Wyrównany szeroki zakres nisko-średniotonowy, dopiero powyżej 7 kHz kilkudecybelowe wyeksponowanie. Dobra zbieżność charakterystyk z różnych osi. Dość wymagające obciążenie – minimum impedancji 3 Ω i czułość 87 dB.

BRZMIENIE
Spójne, plastyczne, ale bez podgrzania średnich częstotliwości, soczyste, dźwięczne, klarowne, świeże. Bez wielkiej skali, do pomieszczeń średniej wielkości.


Zachęcamy także do zakupu pełnego numeru miesięcznika Audio. Aby przejść do strony sklepu należy kliknąć w miniaturę okładki.

Pobierz PDF z całością recenzji