Accuphase E-800

W obydwu przypadkach, i z kolumnami, i ze słuchawkami, uderza w tym wzmacniaczu wewnętrzny spokój, jakaś taka pewność. Nie wynikają one z uspokojenia dynamiki, ta jest bardzo dobra, a z dopełnienia dźwięku czymś, co jest trudno uchwytne, a co powoduje, że się uśmiechamy – trochę z niedowierzaniem, a trochę z ulgą. To wzmacniacz dla zawodowców, którzy nie ścigają się o jak najszerszą scenę, jak najniższy bas, jak najwyższą dynamikę itd. To wszystko z nim dostajemy, ale nie ma to żadnego znaczenia. Przechodzimy nad tym bezpośrednio do muzyki – i to się liczy najbardziej, to ma największą wartość.

W porównaniu z drogimi systemami dzielonymi tego producenta, jak i z innymi topowymi wzmacniaczami, E-800 okazuje się niezwykle udanym urządzeniem – takim, w którym pierwiastek racjonalny (inżynieria) łączy się z emocjonalnym (odsłuchy). Nie jest najbardziej rozdzielczym urządzeniem, jakie znam, nie stara się też wszystkiego poddawać selekcji. Być może nie spodoba się tym, którzy w odtwarzanej muzyce szukają detalu, szczegółu, bogactwa informacji o każdym instrumencie.

Z drugiej strony będzie centralnym, najważniejszym, wypieszczonym punktem systemów ludzi, którzy lubią usiąść w fotelu i posłuchać płyty, którą znają na pamięć, a zaraz potem zupełnie nowej, o której jeszcze nic nie wiedzą. I z pierwszą, i z drugą mogą to zrobić w komforcie, bez martwienia się, że coś zagra źle lub nieprzyjemnie. To wzmacniacz, który , trochę jak Alexa czy Siri, wyczuwa nasze potrzeby i daje nam to, czego akurat potrzebujemy. Piękny przykład na inżynierię z duszą.

Wojciech Pacuła, High Fidelity

Przejdź do strony z całością recenzji